Translate

piątek, 15 marca 2013

Czas odpoczynku.............








Częstymi gośćmi w naszym domu są nasze wnuki .Troje facetów o niezłych temperamentach.Jest też jedna dziewczynka.Córeczka naszej sąsiadki Edytka swietnie się u nas czuje.To,że zabawy są takie udane to głównie zasluga naszego "frontmena"Tobiego.Kiedy dzieci odkryly u niego ,że potrafi śpiewać jest nie tylko wesoło ale,także bardzo głośno.A sam bohater Tobi bardzo cierpliwy,znosi to całe towarzystwo z stoickim spokojem.Mamy też ,od czasu do czasu gości.Kiedy wczoraj wyszukiwałam zdjęcia,aby je dzisiaj zamieścic w poście,bardzo się wzruszylam.Te wszystkie dzieciaki bawiące się z Tobisiem to teraz ,poważni panowie po studiach a,ja dalej jestem tą samą babcią tyle ,że mam dużo więcej zmarszczek i siwe włosy.Kiedy odwiedził nas syn mego brata z Niemiec mimo,ze był starszy o kilka lat od naszych wnuków bawił się z nimi bardzo serdecznie.W roku 1995 idę na emeryturę.Jestem w bardzo złej kondycji psychicznej.Nie mam  w sobie radosci życia.Jedynie Tobi trzyma mnie w jako takiej dyscyplinie.Trzeba wyjść z nim na spacer,nakarmić i poświecić mu czas.Mam dnie takie złe,że nawet ubranie się rano jest dla mnie wielkim wyzwaniem.Widzi to moja sasiadka mama Edytki,i załatwia mi pracę na 1/2 etatu w Telekomunikacji Polskiej.Poprawia mi się samopoczucie-nie mam czasu na biadolenie nad swoim losem.Jestem jeszcze komuś potrzebna..W tym samym czasie nasz Tobi zaczyna chorować. Ma już 12 lat,siwy pyszczek i widać,że się starzeje.Ma problemy z nerkami.Chodzimy z nim do lekarza.Dostaje zastrzyki,nawet kroplówkę ,lecz jego organizm słabo reaguje na leczenie.Rozmawiamy z lekarzami,czy mają jakąś nadzieję.Robia mu usg.okazuje się,że jego nerki są całe w torbielach.Zwalniam się z pracy,i cały czas poswięcam na opiekę nad chorym Tobisiem.Często trzeba go wyprowadzać na dwór.Jestem więc cały czas zajęta.Tobi cały czas kręci się koło mnie.Jakby mógł to najchetniej,by siedział ze mną na bujanym fotelu cały dzień.Bardzo schudł.Kiedy  po ostatnim badaniu krwi i moczu u niego,mąż zanosi go do lekarza.Tobi już bardzo słabo reaguje na to co się wokół niego dzieje.Po rozmowie dlugiej z lekarzem,mąż podejmuje decyzję.Wiezie go do Kliniki SGGW na konsultację.Niestety, nic się podobno nie da zrobić.Tobi zostaje uśpiony.Taki to jest luksus zwierząt że nie muszą się długo męczyć.Bardzo mnie to boli,ale lekarze weterynarii takie decyzje podejmują. Tobiś bedzie pomocą naukową dla studentów.Wszystko to rozumiem,ale jest mi bardzo do tej pory ciezko,kiedy o tym pomyślę.Tytuł mego postu przewrotny,żadnego odpoczynku nie było.Choroba Tobisia trwala prawie pół roku. Był to bardzo trudny czas dla całej naszej rodziny.Pod koniec choroby Tobisia moja córka u ktorej jest kotka Zuzia ,stara się  bardzo by mnie jakoś rozweselić.Zaprasza mnie często do siebie.Mieszka w sąsiednim bloku.Ale Zuzia czując u mnie psa nie za bardzo chce sie ze mną bawić.Jest nieufna,zachowuje sie z wielką rezerwa.Córka stara się o psa.I pewnego dnia witają piekną -bokserkę...........cdn. bara66

2 komentarze:

  1. Wzruszyłam się czytając Twoją opowieść o Tobisiu.
    To był bardzo piękny pies. Byliście do niego bardzo przywiązani. On kochał Was całym swym psim sercem. My też pożegnaliśmy jednego pieska.
    Wielki smutek ogarnia nas, kiedy nasi ukochani mali domownicy odchodzą.
    Halinko, Twoje posty są bardzo wzruszające i piękne.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też się wzruszyłam.
    Kiedyś też miałam pieska o imieniu Misiu.
    Misiu był z nami 13 lat.
    Może mógłby dłużej, ale był też bardzo chory.
    Kiedy przyjechał doktor weterynarz nie weszłam do domu.
    Siedziałam w samochodzie i ryczałam.
    Teraz mamy kotka (już drugiego).
    Tak lubię tego kota, że stworzyłam dla niego blog - serdecznie zapraszam.
    Podpisuję się linkiem do tego bloga, bo mam też inne blogi.
    Pozdrawiam bardzo cieplutko:))

    OdpowiedzUsuń