Translate

sobota, 27 kwietnia 2013

Obiecuję i dziękuję.........

Serdecznie dziekuję wszystkim moim przyjaciołom ktorzy zaglądają na  bara66.Dumna jestem i zaszczycona Waszą obecnościa na blogu.Ostatnie wydarzenia w moim domu nie pozwoliły mi na czytanie i odwiedziny na waszych świetnych blogach.Obiecuję,że sie poprawię.Czasem zagladam do was ,ale z komentarzami jestem na bakier.Za gratulacje z okazji 1000 odwiedzin na blogu bardzo dziękuje.Ta "blogowa ferajna" fajna jest!!!/przepraszam za kolokwializm/.U nas w domu w dalszym ciągu zmagamy się z cięzką chorobą Jorisa.Ma robione non stop kroplówki.Teraz już w domu.W dalszym ciagu jest niewesoło.Chociaż jest jednak nadzieja ,bo organizm Jorisa reaguje pozytywnie na antybiotyki które dostaje w zastrzykach. Robi mu je corka i bardzo starannie sie nim opiekuje.Ja też już trochę lepiej się czuję,ale o zadnych pracach w ogrodzie nie ma na razie mowy.Ale tak szczerze powiedziawszy,jeszcze chyba takiej infekcji nie miałam już bardzo dawno.Teraz kiedy ,ten dziki lasek został przed naszymi oknami uporządkowany,mamy świetny punkt obeserwacyjny na "kociowisko".Można godzinami z okna naszej kuchni obserwowac,zabawy,spacery całej kociej ferajny.Mamy kilka ulubieńców.Gdyby tylko nie było tam tyle smieci,byłoby jak w pięknym parku.Obserwujac przyrodę widzimy ,ze wiosna jest bardzo zapozniona.Bzy-lilaki dopiero puszczają listki a nasze dostojne dęby ani myślą.Moze zapomniały przez ta długą zimę jak się wypuszcza listki? Brzozy już nieśmiało coś tam wypuszczają.Zakwitla dzisiaj wreszcie forsycja.Lubię bardzo te jej radosne żólte kwiatki.Są takie radosne i zwiastują,ze już nieodwołalnie jest upragniona,długo wyczekiwana wiosna.Sara dzisiaj , nawet nie goniła naszej Pusi.Jest bardzo przejęta Jorisem i nie chce sobie zawracac glowy takim drobiazgiem.Pusia dzisiaj dwukrotnie zaliczyła ogromne drzewo.Siedziała na wysokości 8 metrow i prowadziła jakaś dziwną grę z ptakami.A na dole spokojnie sobie patrzył jej czarny kocurek.Nie ma on jednak odwagi wejśc na drzewo i w koncu znudzony poszedł sobie na wieś do swego domu.Pusia długo siedzi teraz na fotelu kolo mnie i lize swoje przednie łapki.Myśle,że muszą ją bardzo boleć,ale przecież nikt jej nie każe wyłazić na takie duże drzewa.Tak ,mi upływa sobota czym z radoscia podzieliłam się z wami moi drodzy blogowi przyjaciele.........cdn.bara66


3 komentarze:

  1. To smutne jak zwierzątka nasze chorują,
    ale tak bywa niestety czasami...
    Tobie też zdrowia życzę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Halinko, życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia.
    Waszym psiakiem też bardzo się martwię. Nie jest mi obcy los innych zwierząt...
    Dzisiaj był piękny dzień i długo jeździłam na rowerze...Z tej pozycji widziałam jak bardzo zaśmiecone są pobocza, ścieżki i nawet krzewy...
    My, ludzie jesteśmy okropni. Przylatują gawrony i swymi ostrymi dziobami rozrywają cienkie worki i tym samym rozsypują śmieci...
    Halinko, serdecznie Ciebie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zwierzęta są zabawne ze swoimi , niezrozumiałymi dla nas, zachowaniami.
    Zdrowia życzę Tobie i Joriskowi.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń