Translate

sobota, 5 listopada 2016

Przerwany post -awaria internetu c.d.wpisu..........

Mam nadzieję ,że uda mi się dokończyć moj wpis.Post był ukończony ale się nie wiedzieć dlaczego nie zapisał i został przerwany dostęp do internetu i wszystko poszybowało w kosmos.Jestem gapa i moja wiedza komputerowa jest za słaba na rózne przeciwnosci losu. Dwa dni temu mój mąż kiedy zanosił jedzenie dla naszych rezydentek Laciatej i Rudej zaniepokoił się brakiem tej Laciatej.Już od kilku dni martwił się jej zdrowiem.Była jakby napuchnięta ,dużo piła i dużo sikała.Nie dała się jednak absolutnie złapać.Obie dzikie a jednak trochę oswojone bo bardzo już długo od kilku lat trzymały się naszej posesji.Kotki nie wiadomo skąd były.Podejrzewamy ,że od pani które swego czasu kilka domów wcześniej na naszej ulicy miała kocią fermę.Były  wykastrowane i rezydowały sobie spokojnie na naszej posesji.Spacerowały siedziały,przed domem ale w żaden sposob nie można ich było zabrać do domu.Było mi ich bardzo zal zima ale miały ocieplone pomieszczenie i tak rezydowały.Wysłałam wczoraj męza do tej ziemianki aby zobaczył czy nie ma tam tej łaciatej. Po chwili przyszedł bardzo zmartwiony.Na kanapie w ziemiance leżała Laciata kotka w pozycji jakby spała.Miała oczy zamknięte czyli śmierć przyszła do niej w śnie.Odeszła w luksusowych warunkach na kołderce na dobrej kanapie.Bardzo mi było smutno.Pochowaliśmy ją w ustronnym miejscu pod akacją gdzie już lezą nasze dwa psyi kotka Zuzia mojej córki.Smutny to był dla mnie ten wczorajszy dzień.4 listopada dzien urodzin mojej mamy.Gdyby nie odeszła przed laty miała by wczoraj 100 lat i ta śmierć jednego z naszych braci mniejszych .Smutne ale,takie jest życie. Napisała Bara 66 blog spot.com

2 komentarze:

  1. Kochana Halinko!
    Całym sercem dziękuję za piękny i długi komentarz. Mimo wielu problemów znajdujesz czas by odwiedzić mój skromny blog i napisać tak wiele miłych słów..
    Halinko, bardzo współczuję z powodu choroby męża. Pamiętam jak pisałaś o jego bardzo stresującej pracy, odpowiedzialności. Nawet nie przypuszczałaś, że gnębiące go stresy były prawdopodobnie związane z początkiem choroby. Halinko, jesteście ludźmi bardzo wrażliwymi, kochającymi zwierzęta. Mimo choroby poświęcacie im swoje serca, dostarczacie jedzenie i miejsce do spania.
    Jestem zaskoczona zniknięciem Twojego postu. Piszesz, że uleciał w kosmos. Ja też miałam taki przypadek (we wtorek a może w środę?) miałam na końcu postu napisać: Serdecznie wszystkich pozdrawiam. Napisałam: Serdecznie i post uleciał w kosmos.
    Przypuszczam, że to jakieś dziwne praktyki Bloggera. To był pierwszy taki przypadek.

    Halinko, całuję i serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. to smutne, gduy przychodzi się żegnać ...
    pozdrawiam Halinko

    OdpowiedzUsuń